Próbował ktoś z Was kiedyś ryżowych przysmaków
MIZUHO? Jeśli tak, to zapewne tak, jak ja, omijacie szerokim łukiem te kusząco wyglądające opakowania kryjące w sobie jedno z najgorszych paskudztw świata, a jeśli jeszcze tego nie jedliście, to... Jesteście szczęściarzami!
Gwoli uściślenia, mowa tu o
JAPOŃSKICH KRAKERSACH RYŻOWYCH MIZUHO!
Produkt dostępny jest w trzech odmianach: wasabi, chilli oraz mix różnych smaków. Ja wybrałam to ostatnie.
W mojej małej mieścinie nie ma knajp z azjatycką kuchnią, nigdzie nie dostanę pocky, sushi, itp. Dlatego, kiedy zobaczyłam we FRESHU japońskie opakowanie za
3.99 zł, kupiłam je bez wahania, w końcu to Japonia, c'nie? :D
Krakersy ważą
65g, więc ich cena jest wysoka, co powinno być równoznaczne z bardzo dobrą jakością produktu. Tymczasem...
 |
| Tył opakowania krakersów o smaku wasabi. |
...Nie dość, że krakersy
wyprodukowano w Tajlandii (czemu więc nie nazywają się "krakersami tajskimi"?), to ich skład można nazwać samą chemią. W dodatku napis, że
barwnik E 102 jest szkodliwy dla dzieci i może zaburzyć ich skupienie (czytałam, że substancja w tym barwniku sprawia, że dzieci stają się rozdrażnione i nadpobudliwe!), jest, jak dla mnie, szokujący. Oliwy do ognia dodaje fakt, że
w środku znajdowała się torebka z kuleczkami pochłaniającymi wilgoć, które tyle razy mogliśmy znaleźć w kartonach z butami!
Krakersy nie wyglądają zbyt apetycznie (moje koleżanki z klasy, którym przyniosłam to do spróbowania - i które od razu to wypluły po niewielkim kęsie - myślały, że to karma dla psa), ich zapach jest mdły i przesiąknięty plastikiem. A może to po prostu te wszystkie
barwniki i sztuczne substancje dają taki efekt?
Konsystencja przypomina stwardniały makaron lub właśnie plastik, ich smak (składający się na sos sojowy, wasabi) z początku jest słony, a po chwili staje się mocno słodki, co, jednym słowem, jest POTWORNE. Może i porównanie najlepsze nie jest, ale to tak, jakbyście lizaka obtoczyli w soli i potem to spróbowali (a fuj!). Producent obiecuje wyrazisty smak i to, że snacki są zdrowe dla nas, i żadne z tych punktów nie zostało spełnione. Co prawda rzeczywiście przysmak zawiera tylko
1g tłuszczu w 100g produktu (czyli tekst z przodu opakowania "Fat & Cholesterol Free" się po części zgadza), ale w zamian szczodrze obdarzono chrupiące krakersy
85g węglowodanów, które są odpowiedzialne za przyrost wagi (czyli słowo "Fat Free" to zakłamanie w celu większej sprzedaży).
Krakersy japońskie (choć raczej powinnam napisać "tajskie") MIZUHO to
jedne z najgorszych (nie)przysmaków, jakie kosztowałam w moim prawie dziewiętnastoletnim życiu. Nie wiem, jak sprawują się inne produkty firmy odpowiedzialnej za produkcję tego czegoś, ale, po spotkaniu z powyższymi snackami, nie mam ochoty psuć sobie żołądka śmieciowym jedzeniem tego producenta. Niepotrzebnie straciłam pieniądze i czas na tę przekąskę, która teraz leży od kilku dni w szafce i której zaraz się pozbędę. Sayonara, Mizuho!
Gorąco nie polecam.