sobota, 5 kwietnia 2014

M jak "Mizuho", M jak "MAM MDŁOŚCI"...

Próbował ktoś z Was kiedyś ryżowych przysmaków MIZUHO? Jeśli tak, to zapewne tak, jak ja, omijacie szerokim łukiem te kusząco wyglądające opakowania kryjące w sobie jedno z najgorszych paskudztw świata, a jeśli jeszcze tego nie jedliście, to... Jesteście szczęściarzami!
Gwoli uściślenia, mowa tu o JAPOŃSKICH KRAKERSACH RYŻOWYCH MIZUHO!

Produkt dostępny jest w trzech odmianach: wasabi, chilli oraz mix różnych smaków. Ja wybrałam to ostatnie.
W mojej małej mieścinie nie ma knajp z azjatycką kuchnią, nigdzie nie dostanę pocky, sushi, itp. Dlatego, kiedy zobaczyłam we FRESHU japońskie opakowanie za 3.99 zł, kupiłam je bez wahania, w końcu to Japonia, c'nie? :D
Krakersy ważą 65g, więc ich cena jest wysoka, co powinno być równoznaczne z bardzo dobrą jakością produktu. Tymczasem...
Tył opakowania krakersów o smaku wasabi.
...Nie dość, że krakersy wyprodukowano w Tajlandii (czemu więc nie nazywają się "krakersami tajskimi"?), to ich skład można nazwać samą chemią. W dodatku napis, że barwnik E 102 jest szkodliwy dla dzieci i może zaburzyć ich skupienie (czytałam, że substancja w tym barwniku sprawia, że dzieci stają się rozdrażnione i nadpobudliwe!), jest, jak dla mnie, szokujący. Oliwy do ognia dodaje fakt, że w środku znajdowała się torebka z kuleczkami pochłaniającymi wilgoć, które tyle razy mogliśmy znaleźć w kartonach z butami!



Krakersy nie wyglądają zbyt apetycznie (moje koleżanki z klasy, którym przyniosłam to do spróbowania - i które od razu to wypluły po niewielkim kęsie - myślały, że to karma dla psa), ich zapach jest mdły i przesiąknięty plastikiem. A może to po prostu te wszystkie barwniki i sztuczne substancje dają taki efekt?
Konsystencja przypomina stwardniały makaron lub właśnie plastik, ich smak (składający się na sos sojowy, wasabi) z początku jest słony, a po chwili staje się mocno słodki, co, jednym słowem, jest POTWORNE. Może i porównanie najlepsze nie jest, ale to tak, jakbyście lizaka obtoczyli w soli i potem to spróbowali (a fuj!). Producent obiecuje wyrazisty smak i to, że snacki są zdrowe dla nas, i żadne z tych punktów nie zostało spełnione. Co prawda rzeczywiście przysmak zawiera tylko 1g tłuszczu w 100g produktu (czyli tekst z przodu opakowania "Fat & Cholesterol Free" się po części zgadza), ale w zamian szczodrze obdarzono chrupiące krakersy 85g węglowodanów, które są odpowiedzialne za przyrost wagi (czyli słowo "Fat Free" to zakłamanie w celu większej sprzedaży).


Krakersy japońskie (choć raczej powinnam napisać "tajskie") MIZUHO to jedne z najgorszych (nie)przysmaków, jakie kosztowałam w moim prawie dziewiętnastoletnim życiu. Nie wiem, jak sprawują się inne produkty firmy odpowiedzialnej za produkcję tego czegoś, ale, po spotkaniu z powyższymi snackami, nie mam ochoty psuć sobie żołądka śmieciowym jedzeniem tego producenta. Niepotrzebnie straciłam pieniądze i czas na tę przekąskę, która teraz leży od kilku dni w szafce i której zaraz się pozbędę. Sayonara, Mizuho!
Gorąco nie polecam.

1 komentarz:

  1. Cóż ja tego nie jadłam, więc jestem szczęściarzem z tego co czytam. :D
    Rozwaliło mnie to z tymi kuleczkami pochłaniającymi wilgoć. Przecież jak to jakiejś dziecko sobie kupi, to dziękuję bardzo. Przecież dzieci nie czytają tyłu opakowań, ja też za każdym razem tego nie robię (ale ja to już wiem, a dzieci nie).
    Rzeczywiście wygląda jak karma dla psa. :D
    Uchroniłaś mnie przed tym czymś... Ja osobiście też widząc coś, co (rzekomo) jest japońskie, kupiłabym to, żeby choćby spróbować. Dzięki tobie wiem, że raczej nie opłaca mi się wydawać pieniądze na te krakersy. Nie rozumiem jak można dać tak wysoką cenę czemuś takiemu. To tylko dowodzi temu, że drogie nie zawsze jest dobre. :D
    Dziękuję i pozdrawiam. ^^

    OdpowiedzUsuń