Pokazywanie postów oznaczonych etykietą twórczość własna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą twórczość własna. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

"I promise" [BangLo]


Tytuł: "I promise" ("Przyrzekam") 
Rodzaj: one shot, angst, dramat, AU
Bohaterowie: Choi Junhong (Zelo), Bang Yongguk
Opis: Zelo cierpi, bo Yongguk nie dotrzymał danego mu słowa.
Uwagi: To mój pierwszy one shot na łamach tego bloga. Napisałam go rok temu na konkurs prozatorski, ale dopiero teraz wstawiam go tutaj (oczywiście zmieniłam pairing na BangLo). Przepraszam od razu za nadmiar angstowania w tym opowiadaniu, miałam wtedy na to fazę, haha. A, i bardzobardzobardzo was proszę o komentarze, przerwę w pisaniu miałam bardzo długą i cieszyłabym się, gdyby ktokolwiek wyraził swoją opinię na temat "I promise". Już zapomniałam, jak to jest publikować opowiadanie na blogu, także mam nadzieję, że przyjmiecie mnie otwartymi ramionami ;-;
P.S. Wiek postaci został zmieniony, a wydarzenia w opowiadaniu nie są ułożone chronologicznie, bowiem chciałam tym sposobem podkreślić zły stan psychiczny głównego bohatera ;))
P.S. 2 Pojawiła się sonda dotycząca kolejnego one shota (który jest już napisany), zachęcam do udzielenia odpowiedzi!

"I promise"

2 listopada
        Odpychałem od siebie dręczące mnie od dłuższego czasu myśli. Pragnąłem tego. Wciąż powtarzałem sobie, że jestem pewien swojej decyzji i nikt nie może wpłynąć na zmianę tego postanowienia. Nawet ON.
         Zarzuciłem kaptur granatowej bluzy na blond czuprynę, by uchronić ją przed deszczem, którego zimne krople natarczywie próbowały wedrzeć się pod wilgotne już ubranie. Włączyłem MP3, wetknąłem słuchawki w uszy i, przymknąwszy powieki, wsłuchałem się w słowa melancholijnego utworu.
Niebiosa płaczą.
Przyglądam się,
Łapiąc łzy w swoje ręce.

         Po chwili otworzyłem oczy, by pozwolić im dostrzec położony w oddali klif, ukryty pośród pełnych tajemnicy i mroku drzew. Miały być one jedynymi świadkami tego, co wkrótce nastąpi. A musiałem to uczynić.
-
21 października
        Wpatrywali się we mnie. Mimo iż byłem zwrócony tyłem do nich, czułem na sobie ich badawcze spojrzenie, które śledziło każde moje posunięcie. Starałem się nie myśleć o tym, że w ciągu ostatnich dni szkoła wręcz huczała od rozpowszechnianych wokoło plotek, które niekiedy ewidentnie mijały się z prawdą. Niektóre zasłyszane przeze mnie wersje opisywały śmierć Yongguka jako samobójstwo lub morderstwo. Młodzież wierzyła we wszystkie te brednie, okazując się tym niezmiernie lekkomyślna. Jedyną osobą, która znała prawdziwy przebieg tej przykrej okoliczności, byłem ja, Choi Junhong- osiemnastoletni uczeń collegu w Swanage.

Czy musisz sprawiać, że czuję się,
Jakby nic ze mnie nie zostało?

        Ukryłem się w cieniu potężnego drzewa, przy którym postawiono ławkę, niegdyś słynącą ze swego uroku i piękna. Dziś niestety służyła jedynie za worek treningowy dla najstarszych uczniów, którzy odnaleźli przyjemność w demolowaniu pomalowanego na brąz drewna. Zacisnąłem mocno powieki w nadziei, że, kiedy je otworzę, znajdę się w miejscu pozbawionym zmartwień i poczucia winy. Twarze większości otaczających mnie na co dzień ludzi, teraz zapewne stojących na korytarzu i ze znużeniem wyczekujących kolejnej lekcji, wyrażały niezliczoną ilość emocji w momencie, kiedy znajdowałem się w pobliżu. Niektórzy mi współczuli; inni spoglądali na mnie z pogardą, by po chwili wypowiedzieć słowa, które niemiłosiernie bombardowały moje uszy.
        "To przez ciebie on nie żyje."
      Mojej czekoladowej barwy tęczówki wypełniły się łzami, które po chwili wyżłobiły ścieżkę na pobladłych policzkach. Nie chciałem znowu płakać. Czynność ta stała się nieodłącznym towarzyszem koszmarów, uparcie nawiedzających mój umysł każdej nocy. Czułem, że staję się słaby, pozbawiony życia, niczym skazany podążający na stryczek. Ale nie potrafiłem pozbyć się myśli, że moi rówieśnicy mieli rację. Czy naprawdę to ja byłem sprawcą tej śmierci?
       - Gdybyś dotrzymał słowa, to by się tak nie skończyło, Yongguk - wyszeptałem, błagając o jakąkolwiek odpowiedź. Musiało minąć kilka minut, zanim zrozumiałem, że już nigdy nie usłyszę żadnych wyznań miłosnych wydobywających się z ust osoby, którą tak bardzo kochałem.
Ukryłem twarz w dłoniach, by stłumić rozpaczliwe jęki. Nie powstrzymywałem już łez.

-
26 października
        - Wróciłem. - Mój niski głos poniósł się echem po mieszkaniu, do którego właśnie wkroczyłem. Odpowiedziała mi dobrze znana cisza. Westchnąłem, następnie ruszyłem w kierunku salonu, by przywitać się z matką. Przykucnąłem przed fotelem, na którym siedziała, po czym ująłem jej delikatną dłoń. Kobieta jednak nie zareagowała na ten gest, tylko z szeroko otwartymi oczami spoglądała za okno.
           Nie pamiętam już, kiedy jej wzrok choć raz spotkał się z moim. Odkąd mój ojciec umarł, w nasze relacje wdarła się pustka, mama wpadła w depresję i od dwóch lat nie wydobyła z siebie ani jednego słowa. Cierpiała, podobnie jak ja, a ja nic nie mogłem na to poradzić. Stałem się obserwatorem, powoli izolowałem się od otoczenia, nie zdając sobie sprawy, że tym sposobem pogrążam się w jeszcze większej melancholii.
        Ona nie widziała moich oczu opuchniętych od płaczu, nie przytulała mnie, kiedy koszmary nie pozwalały mi zasnąć. Nie miałem nikogo, kto by mnie pocieszył, podał pomocną dłoń i sprawił, że wreszcie zacząłbym się uśmiechać. Może gdyby nie ta niemoc, nigdy nie podjąłbym decyzji, którą wkrótce miałem zamiar spełnić.

Wszystkie moje okna są zbite,
Jednak ja wciąż stoję na nogach.

        Oparty tyłem głowy o ścianę swojego pokoju, lewą ręką starłem słone krople pozostawiające niewidzialne znamiona na mojej twarzy. Wyciągnąłem dłoń w kierunku szuflady, z której wydobyłem niedużych rozmiarów żyletkę. Bez zastanowienia pociągnąłem ostrzem wzdłuż prawego nadgarstka, powodując tym samym pieczenie w miejscu, gdzie powstała głęboka rana. Przyzwyczaiłem się do bólu - nie dawał mi on już tak dużej satysfakcji, jak za pierwszym razem. Mimo to, nie zrezygnowałem z samookaleczenia się, gdyż jedynie to umacniało mnie w przekonaniu, że jeszcze cokolwiek czuję.
          Zaśmiałem się gorzko, przywołując w głowie obraz Yongguka - jego czarne, krótko przystrzyżone włosy; kasztanowe oczy wpatrujące się w moją osobę z zainteresowaniem; malinowe usta, które niegdyś namiętnie całowały moje.
       - Cholernie mi ciebie brakuje - powiedziałem w momencie, gdy łzy wypełniły moje tęczówki. Przymknąłem oczy, a bicie mojego serca przyspieszyło. - Tak bardzo mi przykro... - nie dokończyłem. Nie potrafiłem opanować mojego drżącego ciała, ani powstrzymać dreszczy, nasilających się w okolicy kręgosłupa. By się uspokoić, głośno zaczerpnąłem powietrza zmieszanego z metalicznym zapachem krwi.

Czy czujesz się lepiej,
Widząc mnie krwawiącego?

       - Przestań.
     Otworzyłem szeroko oczy ze zdumienia. Bez zastanowienia począłem szukać wzrokiem osoby, która przed chwilą się odezwała. Jednak już po chwili okazało się, że nikogo przy mnie nie było. W takim razie dlaczego właśnie usłyszałem głos Yongguka?
        Zwariowałem. Z przykrością stwierdziłem, że musiałem mieć halucynacje. Kilka dni wcześniej również czułem obecność mojego ukochanego, co niestety było tylko przywidzeniem. Doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, co to oznaczało - było ze mną coraz gorzej, mój umysł rejestrował sygnały, które w rzeczywistości nie miały nigdy miejsca.
       - Obiecałeś mi coś, pamiętasz? - skierowałem pytanie w otaczającą mnie przestrzeń. - Okłamałeś mnie. Jesteś łgarzem. - Kolejne trzy szramy pojawiły się na mojej ręce. Jedyne, czego teraz pragnąłem, było zadanie sobie bólu aż do utraty przytomności. Uratowałoby mnie to przed dalszym wrażeniem, że Bang żyje i stoi tuż koło mnie.
       - Przepraszam.
         Dźwięk tego słowa bezlitośnie przeszył moje wątłe ciało, więc zakryłem uszy dłońmi. Błagałem Boga, by wysłuchał moich próśb i przyniósł upragnione ukojenie.
       - Zostaw mnie w spokoju! - krzyknąłem. Zacisnąłem dłonie w pięści, a następnie starłem zdrową ręką łzy na mojej twarzy. Nie rozumiałem, dlaczego los ukarał mnie właśnie w taki sposób.
        - Czym sobie na to zasłużyłem? - załkałem. Nie usłyszałem niestety nic, oprócz ciszy.

-
8 października
        Wtuliłem się w szyję Yongguka, nie przejmując się tym, że ciemne kosmyki jego czupryny drażniły moją skórę. Napawałem się ciepłem bijącym od chłopaka i subtelną wonią męskich perfum. Po chwili przekrzywiłem głowę, by móc spojrzeć w jego oczy. Od razu zauważyłem, że coś go frustrowało.
         - Coś się stało?
Bang przebiegł wzrokiem po mojej twarzy, po czym przełknął głośno ślinę.
        - Musimy porozmawiać - odparł i bez wcześniejszego uprzedzenia uwolnił się z mojego uścisku. Wstał, podszedł do stolika oddalonego o kilka metrów i podał mi plik kartek. Pobieżnie przejrzałem je, nie ukrywając zdziwienia.
        - Przyjęli cię. - Po raz kolejny przeczytałem napis widniejący u góry strony: " University of Cambridge". Podenerwowany przygryzłem dolną wargę. Chłopak nie miał odwagi na mnie spojrzeć, więc wbił wzrok w torbę podróżną stojącą w kącie pokoju. Dopiero wtedy zwróciłem uwagę na to, że należy do niego.
        - Umówiliśmy się przecież, że będziesz się uczyć w lokalnej szkole. Dobrze wiesz, że, jeśli wyjedziesz do Londynu, nie będziemy mogli się widywać. Ustalaliśmy to. - Mocniej zaakcentowałem ostatnie słowa, na co dwudziestolatek odwrócił się w moją stronę, ze stresu skubiąc skórki u paznokci. Niepewnie podniosłem się z kanapy i zrobiłem krok w jego stronę.
      - Ojciec dowiedział się o tym, że odrzuciłem wszystkie propozycje z dobrych uczelni. Junhong, ja naprawdę chciałem z tobą zostać, ale... - umilkł na chwilę. - ...On powiedział, że, jeśli nie pójdę na studia w Londynie, zabroni mi się z tobą widywać. - Jego oczy zaszkliły się.
      Tata Yongguka był homofobem. Wstydził się swojego syna tylko i wyłącznie z powodu jego odmienności. Nie ukrywał przed nami tego, że nie tolerował naszego związku i próbował nas za wszelką cenę rozdzielić. Widocznie wykorzystał sytuację i rozkazał mu wyjechać do Uniwersytetu Cambridge, by nie przyprawiać sobie kolejnej plamy na honorze.
       - Czyli to już koniec? - wyparowałem, czując, jak moje serce ogarnia wściekłość. Nie mogłem pozwolić mu odejść, za bardzo go kochałem.
          - Nie chciałem cię skrzywdzić. Ale wygląda na to, że na dłuższy czas stracimy ze sobą kontakt. Jutro wyjeżdżam... - zniżył głos do szeptu przy ostatnim zdaniu.
      Poczułem nieprzyjemny i zarazem niepokojący ucisk w klatce piersiowej. Nie wiedziałem, co powiedzieć. Czy właśnie tak miał wyglądać nasz koniec? Nie dało się uratować tego uczucia?
       - A co z twoim przyrzeczeniem? - wysyczałem. Byłem zdezorientowany, w mojej głowie panował chaos, dlatego też nie potrafiłem logicznie myśleć. - Nie masz zamiaru dotrzymać danego słowa?
       Mężczyzna w odpowiedzi potrząsnął bezradnie głową na boki. Bał się mojej reakcji, gdyby miał możliwość, uniknąłby tej rozmowy. Jednak sumienie nie pozwoliło mu zniknąć bez pożegnania.
        - To nie zależy ode mnie, Zelo. Starałem się powstrzymać mojego ojca przed tą decyzją, ale on jest zbyt stanowczy. Nie zmieni zdania i jest gotowy przy użyciu siły zabrać mnie do stolicy.
         Tupnąłem kilka razy nogą w miejscu, niczym małe dziecko, niemogące pogodzić się z faktem, że jego rodzic nie chce kupić mu upragnionej zabawki.
        - Myślałem, że moje zdanie również się dla ciebie liczy - ruszyłem w stronę drzwi wyjściowych. - Nie zgadzam się na to, byś teraz wyjechał i mnie opuścił. Obiecałeś mi coś, więc okaż się na tyle lojalny, by tego nie spieprzyć.
         Bang nie odpowiedział. Z goryczą wypisaną na twarzy wybiegłem z jego domu i zatopiłem się w mroku pochłaniającym miasto. Siarczysty deszcz odbijał się od asfaltu, a chłód jesiennego wieczoru spowodował pojawienie się gęsiej skórki na moim ciele. Yongguk wybiegł z domu i zawołał mnie. Ja jednak nie przestałem przebierać nogami. Miałem ochotę wyrzucić mu prosto w twarz, że okazał się potworem i oszustem, jednak nie miałem sił ponownie z nim rozmawiać.
         Przebiegając przez jezdnię, dostrzegłem jadące w moim kierunku z zawrotną prędkością auto, jednak w porę udało mi się je ominąć. Kilka sekund później wokoło dało się słyszeć pisk opon na śliskiej nawierzchni i huk, który kazał mi zatrzymać się i odwrócić za siebie. Moje źrenice rozszerzyły się na widok niewyraźnej sylwetki  Yongguka, znajdującej się pod maską samochodu. Chłopak nie poruszał się, a jego klatka piersiowa się nie unosiła. Wstrzymałem oddech, z przerażaniem analizując zdarzenie, które właśnie miało miejsce.
         Bang Yongguk zginął na moich oczach.

Tylko cisza jako zakończenie,
Jakbyśmy nigdy nie mieli szansy.

-
7 października
         Przystanęliśmy tuż przed drzwiami mojego domu. Mój towarzysz wydawał się trochę nieobecny, bez przerwy myślał nad czymś intensywnie, ale nie miałem odwagi zapytać się go, co trapi jego umysł. Wlepiłem wzrok w ziemię, gdy chłopak podszedł do mnie i na pożegnanie złożył pocałunek na moim czole, po czym odsunął się z zamiarem odejścia. Sumienie nie pozwalało mi odrzucić od siebie myśli, że coś jest nie tak. Przytłaczająca atmosfera między nami sprawiła, że strach potęgował moje obawy. Jednak nie miałem pojęcia, dlaczego właśnie to czułem.
        - Gukkie - rzekłem i zacisnąłem palce na jego nadgarstku na tyle mocno, by ten nie zdołał się uwolnić. Chłopak ponownie podszedł do mnie, nie odrywając wzroku od mojego zagubionego spojrzenia.
         - Coś się stało?
       Chciałbym zapytać o to samo - pomyślałem, lecz nie wypowiedziałem tego na głos. Zamiast tego przyciągnąłem chłopaka bliżej siebie tak, że jego miarowy oddech stał się słyszalny dla moich uszu. Jedynym moim marzeniem było nasze szczęście, liczyła się tylko więź, łącząca nasze serca. Wszystko inne stanowiło dla mnie bezwartościowy przedmiot, który wystarczyłoby zgnieść i wyrzucić do kosza.
          - Obiecasz mi coś?
Dwudziestolatek pokiwał twierdząco głową i odparł:
          - Co tylko zechcesz.
        Powoli splotłem nasze dłonie i przyjrzałem się im uważnie. Nieraz przekonywałem siebie, że są one stworzone do wzajemnego dotyku, wręcz idealne - podobnie jak my. Taką bynajmniej pokładałem nadzieję.
        - Obiecaj, że mnie nigdy nie opuścisz - skierowałem wzrok na jego oczy w kolorze późnej jesieni, przepełnione szokiem wywołanym moją prośbą.- I, że zawsze będziemy razem, do końca naszego życia. Tylko tego pragnę. - Bang po raz kolejny pocałował mnie, tym razem w policzek, po czym ukrył mnie w silnym uścisku.
      - Przyrzekam, kochanie - odparł stanowczym głosem, a chwilę później odwrócił się i zniknął w ciemnościach ulicy. A ja, stojąc nieruchomo na żwirze z promiennym uśmiechem przyklejonym do twarzy, wiedziałem, że kocham go tak bardzo, że bez niego moje życie zostałoby pozbawione sensu.

Biegnij.
Ja zostanę tutaj,
Patrząc, jak znikasz.

-
2 listopada
         Wzburzone fale piętrzyły się i atakowały ląd, który nie zdołał uniknąć nasilającego się natarcia. Wiatr przeczesywał silnymi podmuchami moje jasne włosy, które wirowały w powietrzu na wszystkie możliwe kierunki. Zerknąłem w dół. Moje serce biło jak oszalałe, bałem się. Od dawna przymierzałem się do uczynienia tego, ale, mimo to, nie udało mi się powstrzymać myśli przed pojawiającymi się wątpliwościami. Podświadomie szukałem innego wyjścia z tej sytuacji. Niestety za każdym razem uświadamiałem sobie, że sam siebie oszukuję. Życie jest bezcenne, ale trwanie w świecie bez osoby, która stanowiła jego najważniejszą część, traciło znaczną część swej wartości.
         Wziąłem ostatni, głęboki wdech i skoczyłem w zimną otchłań, która okryła mnie w momencie, kiedy moje ciało z impetem uderzyło o taflę wody. Kiedy jeszcze utrzymywałem się na powierzchni, uparcie spoglądałem na wysoki klif, na którym kilka sekund temu przebywałem. Miało to być moje ostatnie wspomnienie przed nieszczęśliwym zakończeniem.
         Nie potrafiłem pływać. Już w dzieciństwie czułem niechęć do plaży i wody. Była więc to łatwa śmierć. Nie starałem się nawet poruszać kończynami, gdyż wiedziałem, że wysiłek i tak pójdzie na marne. Słona ciecz pochłonęła mnie, a ja, przymknąwszy oczy, dobrowolnie pozwoliłem, by prąd morski powoli kierował mnie ku dnu. Wytężyłem umysł, by przypomnieć sobie najpiękniejsze momenty mojej egzystencji: śmiech matki, wspólne rozrywki z ojcem, pierwszy pocałunek i wyznanie miłosne pochodzące z ust Gukkiego. Reasumując wszystkie te wspomnienia, pomyślałem, że żyłem dość szczęśliwie, cieszyłem się z każdej chwili spędzonej u boku ludzi, którzy znaczyli dla mnie najwięcej. Jednak nie żałowałem mojego czynu. Wmawiałem sobie, że dzięki temu będę bliżej kogoś, kogo tak bardzo kochałem. To właśnie ta myśl skłoniła mnie do popełnienia samobójstwa.
          - Przestań, proszę.
        Z moich oczu cisnęły łzy, które momentalnie zmieszały się z wodą. Nie uniosłem powiek. Jedyną reakcją na przytłumiony szept Yongguka było pojawienie się uśmiechu na twarzy, bladej od zimna i braku tlenu. Przyszedłeś po mnie - pomyślałem, powoli tracąc łączność z rzeczywistością. Momentalnie poczułem, że coś napiera na moje plecy i pomaga mi wynurzyć się na powierzchnię.
        - Walcz.
      Moje serce przyspieszyło, a ja miałem wrażenie, że odzyskuję siły, choć ból w klatce piersiowej z powodu braku powietrza nie ustępował. Wykonałem chaotyczne ruchy nogami, by choć trochę wzbić się w górę. Czyjeś ręce nieustannie popychały mnie w kierunku lądu.
        Musiałem żyć. Dla mojej matki, która, choć tego nie okazywała, kochała mnie najbardziej na świecie, oraz dla Yongguka - kogoś, kto pomógł mi zmierzyć się z trudnościami i codziennie przyprawiał mnie o radosny uśmiech. Chłopak dotrzymał obietnicy. Był przy mnie przez te wszystkie dni, kiedy smutek i otępienie przejmowało kontrolę nad moim organizmem. Każdego dnia zmuszał się do spoglądania na moją twarz wykrzywioną żalem, obwiniając się za mój stan. Darzył mnie uczuciem, które nigdy nie wygaśnie.
         Kochał mnie.
     Z desperacją w oczach płynąłem w kierunku promieni słońca odbijających się od tafli oceanu. Gwałtownie wynurzyłem się i łapczywie zaczerpnąłem powietrza, które wypełniło moje płuca, wdzięcznie ofiarując dalsze życie. Życie, które tak brutalnie zostało odebrane Yonggukowi.

Podejdź i spróbuj mnie zburzyć.
A ja powstanę z ziemi,
Niczym drapacz chmur!*

* W opowiadaniu zostały wykorzystane fragmenty piosenki Demi Lovato - Skyscraper, dzięki której w 2011 roku zmniejszyła się liczba samobójstw popełnianych wśród nastolatków.

środa, 8 stycznia 2014

Minyoungowe arcydzieła!

Heej <3 Mam tak mało czasu, a tyle zaplanowanych notek, laptop dalej jest zepsuty, przez co na blogu ci-cho-sza ;-; Dziś znalazłam jednak chwilkę i, choć miałam zamiar pisać o czymś innym, z braku pomysłów przedstawiam Wam moje ostatnie rysunki. Dawno nie rysowałam, zrobiłam sobie długaśną przerwę, więc jeszcze przed świętami wzięłam się za te hobby, którego nie rozwijam, jak należy. Yaaaah, wracając do tematu, oto rysunki:
Taka tam amerykańska geiko xd
Rysunek stworzyłam dla koleżanki, wyszedł okropny, a dziewczyna na nim wygląda sztucznie (rzeczywiście dawno nie rysowałam ;o;).

Tytuł: "Powrót do domu"





Ta praca podoba mi się o wiele bardziej, lubię mangę ^-^ A  czy Wy malujecie?

*** 

Taka tam piosenka dnia, huehue ♥
Przy okazji wstawię dla Was listę comebacków na pierwszą połowę tego roku, którą ukradłam z allkpop:


B.A.P w lutym, fuck yeah :') ♥
A propos B.A.P, dziś nad ranem śniło mi się, że zadzwonił do mnie Yongguk oppa, na początku śpiewał i grał na gitarze swoją piosenkę Q, potem troszkę rozmawialiśmy po angielsku, rozłączył się i cały czas się zastanawiałam, czy do niego oddzwonić (ale bałam się, że pomyśli, że go prześladuję *huehuehue*). Rano więc wstałam zdenerwowana - bo chciałam, by sen trwał dalej - ale jednocześnie było mi faaajnie, bo to w końcu GUKKIE OPPA~! ♥ ♥ ♥ ♥ ♥


Moje biedactwo :ccccc
Miłego dnia ♥

środa, 2 października 2013

O szopie zwanym Photoshop.

Udzielając się na tym blogu, zauważyłam dwie rzeczy:
a) zaczynam dodawać coraz więcej postów niezwiązanych z Azją, a raczej odkywam wam rąbka mojego świata >.<
b) mimo że obserwuje mnie aż 39 osób (wow!), to komentarzy jest ostatnio przeciętnie od dwóch do czterech. Ja rozumiem, że szkoła = brak czasu, ale to przykre, kiedy widzę, że codziennie zwiększa się liczba wejść na blog co najmniej o te 5-6 jednostek,a komentarzy ni ma. Nie lubię być babcią zrzędą, ale postarajcie się coś z siebie wykrzesać choć pod tym postem i kilkoma następnymi, będzie mi bardzo miło :33

Przechodzimy do punktu właściwego, czyli dobrze znanego Adobe Photoshopa, boga szabloniarzy i fotografów. Na swoim laptopie mam do od dawna (co najmniej pół roku), ale dopiero w wakacje zaczęłam go jako tako ogarniać z pomocą niezastąpionej Uszati. Serio, większość funkcji tego programu stanowi dla mnie czarną magię, dlatego też skupiłam się na podstawowych walorach fotoszopka. Z początku miałam stworzyć tapetę na pulpit dla siostry, potem jednak zrobiłam kilka dodatkowych z Koreańczykami. Niestety w ogóle nie mam pojęcia, jak wstawiać akcje i koloryzacje, więc nie są to arcydzieła T_T
 A tak wyglądała moje pierwsze wykonane COŚ:
Mocno zamazałam tę tapetę, gdyż nie ma potrzeby dzielić się wyglądem moich bliskich, dlatego może wam się wydać okropna (trochę taka jest ^^")
 Po 2-3 kolejnych próbach wzięłam się Yongguka, który jest moim ultimate biasem, soo... Sami rozumiecie :p
[podgląd/pobierz]
Widać, że to jeszcze nie jest to, czego każdy by oczekiwał, ale, jak to mówią, pierwsze koty za płoty ;) Od razu informuję, że każda z tapet przeze mnie wykonanych jest rozmiaru 1280x800 (rozmiar dostosowany do Windowsa na pulpit), więc bez problemu pozwalam każdemu, komu cokolwiek z tych coś-ów się spodoba, pobrać i ustawić jako tapetę na pulpicie/nagłówek na blog; jest tylko 1 warunek - proszę napisać w komentarzu, że dokonało się pobrania, której tapety i (jeśli została wstawiona na waszego bloga) podać link do strony z banerem c:

A teraz  przedstawię wam niewypały, czyli tapety, które robiłam na szybko, bez weny i ogólnie nie do końca przypadły mi do gustu ;;
1. Dark night.
[podgląd/pobierz]
Ta dziewczyna w białej sukni jakoś mi tu nie odpowiada, ale nie chciało mi się tego zmieniać xd Ale reszta jest dość spoko ^-^

2. Ognista CL.
[podgląd/pobierz]
To jest już całkowita porażka,CL i ten kolor tła do siebie nie pasują :c

Reszta grafiki jest względnie okay, IU może trochę brzydko wyszła (wstawiam tu dwie wersje tapety, nie wiem, która lepsza XD), ale trudno się mówi :p Może wam się coś podoba?

3. Słodka tajemnica.
[podgląd/pobierz]
[podgląd/pobierz]
4.Pasja.
[podgląd/pobierz]

I oto finał moich siódmych potów wylanych w AP, czyli Goo Hara! Naprawdę jestem dumna z tej tapety!
5.Harmonia.
[podgląd/pobierz]
Niedługo potem podjęłam się wykonania szablonu na blog dla pewnej osóbki, która jednak bez jakichkolwiek wyjaśnień postanowiła nie wstawiać go na swoją stronę, co mnie zdenerwowało z deka, ponieważ starałam się wykonać go jak najlepiej. Jeśli więc ktoś chciałby takowy szablon (na 90% mogę zmienić napis na nagłówku, kiedy naprawią mi laptop), to niech mnie o tym poinformuje (warunek wstawienia: podać na swojej stronie link do mojego bloga), a ja napiszę, jak należy go dobrze wstawić :D

[podgląd]
Kiedy już mój laptop będzie sprawny, mogę wykonać kilka tego rodzaju tapet na wasze zamówienie, nie należy się jednak spodziewać rewelacji, w końcu dopiero jestem trainee w sprawach graficznych ;)
A czy wy już próbowaliście swoich sił w tym programie graficznym? Pochwalcie się swoimi dziełami! I która z powyższych tapet podoba wam się najbardziej? Czekam na komentarze, xoxo!
Minyoung :)


sobota, 9 marca 2013

Scenariusz: gdy idziecie na imprezę (Zelo)

 Poniżej przedstawiam Wam mój pierwszy w życiu k-popowy scenariusz o Zelo (B.A.P), który jest efektem nudy i nagłego natchnienia na napisanie właśnie czegoś takiego. Jest to dla mnie nowe doświadczenie i szczerze przyznam, że nietrudno jest napisać takie opowiadanie. Co prawda, mam mieszane odczucia co do tego, czy moje dzieło jest fajne i sympatyczne. Dlatego pozostawiam to Waszej opinii: PODOBA WAM SIĘ TEN SCENARIUSZ, CZY RACZEJ UWAŻACIE GO ZA NIECIEKAWY? ^u^



- Noona? - siedemnastolatek niepewnie przystanął obok ciebie. Na chwilę odwrócił się za siebie, jakby chciał sprawdzić, czy nikt was nie podsłuchuje, a gdy okazało się, że nie znajduje się przy was żaden obserwator, zmierzchwił dłonią swoje fioletowe włosy. Nie ukrywałaś przed nim, że uwielbiałaś ten kolor, czym zawstydzałaś go za każdym razem, gdy chwaliłaś urok nowej czupryny.
- O co chodzi, Zelo? - zapytałaś trochę szorstko, ale nic nie mogłaś na to poradzić - nienawidziłaś, kiedy ktoś przeszkadzał ci w czytaniu książki, a zdarzało się to zdecydowanie zbyt często. Dziś jednak los się do ciebie uśmiechnął, ponieważ członkowie B.A.P udali się na wspólny obiad z zamiarem późnego powrotu do dormu.
Maknae spostrzegł, że wytrącił cię z równowagi swoją obecnością, co sprawiło, że na jego twarzy pojawiła się skrucha zmieszana z zakłopotaniem i smutkiem.
- Bo... Pomyślałem, że skoro chłopaków nie ma, to może chciałabyś spędzić ze mną wieczór? Stęskniłem się za naszymi seansami filmowymi, kiedy byliśmy tylko we dwoje i nikt się nie wtrącał...
Byłaś w niemałym szoku. Nie podejrzewałaś, że twój przyjaciel poprosi cię właśnie o to, prędzej byś przypuszczała, że chce, abyś mu pomogła w obowiązkach. Ale w duchu musiałaś przyznać chłopakowi rację - brakowało ci tych spotkań, rzucania w siebie popcornem i śmiania się z przeróżnych scen w obejrzanych przez was komediach. Od kilku miesięcy HimChan i YongGuk zaczęli przychodzić do waszego pokoju i przysiadali na kanapie, by bez skrępowania także oglądać filmy, choć wiedzieli, że chcieliście mieć chwilę tylko dla siebie. Skończyło się na tym, że sami kontynuowali to bez waszego udziału, gdyż Zelo przeszkadzało ich towarzystwo i zrezygnował z tego "rytuału", tłumacząc, że w tamten sposób nie będzie mógł mieć cię tylko dla swoich oczu choć na kilka godzin.
- Nie mam nic przeciwko temu, oppa - uśmiechnęłaś się promiennie. - Tylko daj mi kilka minut, skończę czytać rozdział, a ty wybierz w tym czasie jakiś film. Ale komedię! - krzyknęłaś do niego, gdy ten bez zbędnych wstępów czmychnął do pokoju w poszukiwaniu odpowiedniego filmu. W momencie, gdy właśnie zamknęłaś grubą książkę, ponownie podszedł do ciebie, trzymając w dłoni bajkę pt. "Madagaskar 3".
- Może być?
Przytaknęłaś. W oczach Choi zatańczyły iskierki ekscytacji. Mimo iż miał już 17 lat, przy tobie zachowywał się jak dziecko, co jednak uznawałaś za urocze. Lecz czasami twoim ulubionym zajęciem było dogryzanie mu, że nie dorósł jeszcze, i spoglądanie, jak uparcie temu zaprzecza, będąc jednocześnie urażonym.
- Chodź już, _____! Będzie świetnie, zobaczysz! - chwycił cię za nadgarstek i pociągnął w kierunku pokoju.
- Rzeczywiście jesteś jak dziecko - zaśmiałaś się melodyjnie pod nosem, na co chłopak przystanął i odparł:
- Nieprawda! Nie mów tak, bo... - urwał, ponieważ w tym momencie usłyszeliście, że drzwi wejściowe otwierają się i do środka wkracza pozostała ekipa Króliczków. W ciągu kilku następnych sekund stałaś się celem ataku przybyłych gości, którzy od razu podeszli do ciebie, żywo o czymś dyskutując.
- _____, zgódź się, proszę! - nie zauważyłaś, kiedy obok ciebie zmaterializował się Dae Hyun, który położył dłonie na twoich ramionach. Jego głos stał się błagalny, zauważyłaś, że chłopak przygotowuje się do zrobienia uwielbianego przez ciebie aegyo. A była to jego najlepsza broń w podlizywaniu się innym.
- Ale na co? - uniosłaś brew. Kompletnie nie miałaś pojęcia, o co mu chodzi. Po chwili zza ściany wyszedł Bang, który na twój widok wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu.
- Ji-Eun organizuje dziś małą imprezę w dormie Secret i nas zaprosiły, ale musimy spełnić jeden warunek.
- Jaki? - zmarszczyłaś brwi ze zniecierpliwienia.
 - Powiedziały, że musimy też ciebie tam przyprowadzić. Widocznie dziewczyny bardzo cię polubiły i chcą wymęczyć nową koleżankę, haha.
- Wiesz, że im nie można odmówić, chodź! - Dae Hyun puścił ci oko. Nie przepadałaś zbytnio za dyskotekami, ale z drugiej strony zaprzyjaźniłaś się z tym girlsbandem i chętnie spotkałabyś się z nimi ponownie. Udając specjalnie trochę niezadowoloną z tego pomysłu, spuściłaś głowę i odpowiedziałaś załamanym głosem:
- Niech wam będzie.
Momentalnie chłopcy wydali równocześnie okrzyk szczęścia i podekscytowania z powodu zbliżającej się imprezy, po czym udali się do swoich sypialni w celu przebrania się w odpowiednie stroje. Kiedy wszyscy zniknęli ci z oczu, odwróciłaś się i spojrzałaś na Zelo stojącego tuż za tobą, którego mina wyrażała żal i gorycz. Wtedy właśnie przypomniałaś sobie o tym, że zamierzaliście spędzić resztę dnia tylko w swoim towarzystwie.
- Przepraszam, oppa, innym razem obejrzymy razem film, dobrze? Gdybym im odmówiła, nie daliby mi spokoju, a nie chcę im sprawiać przykrości - chciałaś go jakoś udobruchać, ponieważ źle poczułaś się z faktem, że nie dotrzymasz danego słowa.
Maknae spojrzał na ciebie przelotnie, potem uśmiechnął się sztucznie i wycofał do innego pomieszczenia, nie zamieniając z tobą już ani jednego zdania.
***
Dyskoteka trwała w najlepsze. Wszyscy tańczyli i śmiali się do rozpuku, a w momencie pojawienia się na stole alkoholu atmosfera szybko się rozluźniła. Jun Hongowi również pozwolono trochę wypić, co niestety nie miało najlepszych skutków, gdyż po kilku piwach chwiał się na nogach. Zdecydowałaś się więc zabronić mu dzisiejszego wieczoru picia choć kropli więcej.
- Nie będziesz mi roszkazywacz, _____. Jesztem już doroszły i mogę robić, czo chcę - jego mowa stała się trochę niezrozumiała, promile we krwi sprawiły, że język mu się plątał. Usiadłaś na łóżku, które w większości było zajęte przez ciało nastolatka.
- Rozumiem, że napiłeś się po to, by pokazać mi, że nie jesteś już dzieckiem i możesz korzystać z używek, ne?
- Dokładnie - odparł całkowicie z siebie dumny, po czym ziewnął i powoli zamknął oczy.
- W takim razie nie udowodniłeś tym swojej dojrzałości, a lekkomyślność - pokręciłaś głową z zażenowaniem, choć trochę rozśmieszyła cię ta sytuacja. - A teraz będę musiała odprowadzić cię do domu, bo inaczej zaraz zaśniesz tu na podłodze.
Mimo iż skrzywił się nieznacznie na twoją próbę uniesienia go z kanapy, poddał się i bez sprzeciwu poczłapał do wyjścia, uprzednio pożegnawszy się z doskonale bawiącym się towarzystwem. Lider B.A.P zgodził się, byś to ty wróciła teraz do domu z Zelo, a wręcz był ci za to wdzięczny, ponieważ nie chciał zajmować się teraz maknae - wciąż twierdził, że bez niego ta impreza byłaby nudna. Nie kłóciłaś się więc, była już prawie północ i sama byłaś zmęczona dzisiejszą rozrywką. Tak więc przez kolejnych 20 minut znosiłaś ciężką rękę chłopaka przewieszoną przez twoje ramię oraz monolog na temat jego wspomnień i przemyśleń.
- Noona, lubisz mnie? - odezwał się po długotrwałej ciszy, zmieniając temat. Uszczypnęłaś go lekko w nos.
- Oczywiście, że tak, jesteśmy przecież przyjaciółmi! - spodziewałaś się uśmiechu na twarzy Zelo, jednak na dźwięk tych słów chłopak momentalnie spochmurniał, czym zbił cię z pantałyku.
- Czemu jesteś smutny? - zwolniłaś kroku. Czułaś, że twoje serce przyspieszyło, choć nie miałaś pojęcia, dlaczego. Zelo zawstydził się trochę, ale nie odpowiedział.
- Powiesz mi w końcu, co się dzieje? Od kilku dni zachowujesz się dziwnie.
- Czemu tak uważasz?
Zastanowiłaś się chwilę i rozejrzałaś się po otaczającej was uliczce w Seulu.
- Od kilku tygodni coś się popsuło w naszych relacjach. Przestałeś się do mnie odzywać, a kiedy próbowałam namówić cię na pójście gdzieś razem z resztą B.A.P, denerwowałeś się i zamykałeś w swoim pokoju. A dziś nagle zdecydowałeś się poświęcić mi czas, jednak wciąż nie mogę pozbyć się myśli, że coś jest nie tak. Zelo, ja się o ciebie strasznie martwię i chcę ci pomóc. Więc, proszę, otwórz się i powiedz mi, co się dzieje...
Zelo szybkim ruchem zabrał swoją prawą rękę z twoich barków, po czym przyjrzał się tobie uważnie, jakby chciał sprawdzić, czy nie kłamiesz. Kiedy zdał sobie sprawę, że wcale tak nie jest, jego twarz wykrzywił szok.
- Mianhe, _____ - spuścił wzrok i wlepił oczy w swoje tenisówki, poczucie winy wzięło nad nim górę.- Nie chciałem, żebyś się o mnie niepotrzebnie martwiła, nie wiedziałem, że się aż tak przejmujesz. Obiecuję, że wszystko ci powiem. Jeszcze raz przepraszam.
- To chyba normalne, że się o ciebie troszczę, prawda? W końcu jesteś moim oppa - nocną ciszę przerwał twój śmiech, któremu nastolatek później zawtórował.
***
Asekurowałaś maknae, kiedy powoli kładł się na swoim łóżku. Jednak nie wychodziło mu to dość dobrze, więc musiałaś się pochylić nad jego twarzą i poprawić poduszkę, która uciekła spod głowy chłopaka.
- Spróbuj szybko zasnąć, Totomato. Mam nadzieję, że jutro nie obudzisz się skacowany - powiedziałaś ściszonym tonem, by nie wprawić jego bębenków w otępienie. Kiedy powróciłaś do poprzedniej postawy z zamiarem odwrotu, poczułaś jego silny dotyk na twojej dłoni. Chłopak powstrzymał cię przed odejściem i uważnie śledził twoją reakcję - podobnie jak kilka dni temu, kiedy na chwilę cię objął. Uśmiechnęłaś się z troską w oczach, widząc, że twój przyjaciel chce ci coś powiedzieć.
- _____, pamiętasz, co ci obiecałem?
- Ne, mówiłeś o tym kilkanaście minut temu - przytaknęłaś rozbawiona. Zelo przełknął głośno ślinę, a jego mina stała się poważna. Wiedziałaś, że alkohol wciąż szaleje w organizmie chłopaka, który nie panował dobrze nad tym, co mówi. Stał się nieco śmielszy - dostrzegłaś to. Dlatego nie zdziwiły cię jego kolejne słowa.
- Wyjawię ci pewną tajemnicę, ale nikomu o niej nie powiesz...
Zgodziłaś się, po czym po raz kolejny pochyliłaś się, by ten mógł szepnąć ci do ucha swój sekret.
- Saranghae, _____.
Wstrzymałaś oddech. Czy on właśnie wyznał ci miłość? W osłupieniu zerknęłaś na maknae, który powoli zasypiał. Twój oddech momentalnie przyspieszył, ale już po chwili twoją twarz wykrzywił ciepły uśmiech. Od dawna lubiłaś Zelo, a niekiedy zdawało ci się, że to może być nawet o wiele głębsze uczucie. Bałaś się dać temu szansę, ale słowa, usłyszane przez ciebie przed momentem, sprawiły, że mimowolnie w głowie ponownie pojawiły się pozytywne myśli. Przygryzłaś dolną wargę, by powstrzymać ujawnienie się czerwonych rumieńców na policzkach. Przekręciłaś głowę tak, by twoje wargi znalazły się przy uchu Zelo, a następnie odrzekłaś:
- Ja ciebie też, oppa, ale powtórz mi to jutro, w porządku? Bo teraz powinieneś już spać.
Choi, słysząc to, otworzył zamglone oczy i szybko złożył niewinny pocałunek na twym policzku, po czym w ciszy pozwolił ci wyjść z pomieszczenia. Z poważną palpitacją serca zamknęłaś za sobą drzwi, ostatni raz spoglądając na osobę, która w jednej chwili stała się dla ciebie kimś znacznie ważniejszym, niż tylko przyjacielem.
Naprawdę cieszyłaś się, że go poznałaś.